|
data:
04.10.09
Janek Samołyk
wrzesień 2009

Agnieszka
Kluska: Jakie wrażenia po OFF Festivalu? Jak oceniasz swój koncert i mysłowicką
publiczność? Masz jakieś kolejne plany festiwalowe?
JS: Niestety nie słyszałem opinii publiczności na gorąco po
występie. Jak wróciłem zza kulis offowicze rozbiegli się już na inne koncerty. Z
tego, co widziałem ze sceny, oglądało nas dużo ludzi, w szczytowym momencie
nawet 1000 osób. Zdecydowana większość słuchała koncertu od początku do końca.
Chyba było OK! Parę dni później znalazłem sporo pozytywnych opinii na Last.fm i
kilka recenzji. W jednej porównano mnie nawet do Ciechowskiego, na co jednak na
pewno nie zasłużyłem. Może kiedyś…
AK: A co
słychać na polskim songwriterskim podwórku?
JS: Nie bardzo wiem, mówiąc szczerze. Andrzej Sikorowski dawno już
nic nie nagrał.
AK: Śledzisz
nowości muzyczne? Co Cię ostatnio zaskoczyło?
JS: Słucham głównie staroci. Ostatnio bardzo lubię The Go-betweens.
Ten zespół mnie zaskoczył, bo nie znałem ich wcześniej, a przecież wykonywali
bardzo bliską mi muzykę. Korespondowałem nawet z ich skrzypaczką. Gdy Amanda
Brown posłuchała moich rzeczy, od razu zauważyła to pokrewieństwo. Gdzieś w
naszych utworach tkwi podobny rodzaj wrażliwości. Forster i McLennan to jednak
geniusze w pisaniu piosenek. Mogę tylko marzyć, żeby kiedyś napisać coś tak
dobrego jak „Clouds” czy „Streets Of Your Town”. Zupełnie nie mogę się pogodzić
z tym, że Grant McLennan umarł tak młodo.
AK: Jak
złożyłeś swój nowy skład?
JS: Michał Fischer to kumpel z bardzo dawnych lat. Nagrywał ze mną
piosenki takie jak „Wrocław” czy „Don’t Think Too Much”. Jego styl pasuje do
mojego, od kiedy pamiętam (uśmiech). Przemek Mikołajczyk towarzyszy mi od samego
początku grania pod własnym nazwiskiem. Kiedyś poznaliśmy się w knajpie.
Pamiętał mnie z jakiegoś koncertu i pogratulował piosenek, po czym zapytał czy
nie byłby mi potrzebny klawiszowiec. To fantastyczny przyjaciel. Tomka Mreńcę
znalazłem na … Gadu Gadu! Pytałem znajomych czy nie znają kogoś, kto gra na
skrzypcach elektrycznych. Okazało się, że już druga osoba z listy znajomych
znała idealnego kandydata. Z Piotrkiem Wojniuszem kiedyś pracowałem, wiedziałem
że nieźle gra na basie, zaprosiłem go więc na próbę.

AK: Grasz
już jakiś czas, czy spotkałeś się z pozytywnymi opiniami na temat Twojej muzyki
w branży?
JS: Nie znam
wielu ludzi „z branży”, choć czasami trafiam na miłe opinie. Niedawno spotkałem
Panią Elżbietę Zapendowską. Powiedziała mi, że materiał jest obiecujący a teksty
niegłupie. Byłem naprawdę zachwycony tak sympatyczną reakcją. Na OFF Festival
dostaliśmy się w drodze konkursu. Z 230 zgłoszeń nasze dostało najwięcej głosów
od jury z Arturem Rojkiem na czele! Tomek Mreńca rozmawiał z nim potem osobiście
na festiwalu. Rojek pamiętał nasze nagranie i spontanicznie go pogratulował.
Najmilej jest usłyszeć fajną opinię od kogoś, kogo bardzo się ceni i dużo
słucha. Raz po koncercie Marek Jałowiecki powiedział mi, że bardzo mu się
podobało. To było dla mnie coś.
AK: Nie kusi
Cię, żeby trochę zmienić repertuar? Czemu nadal grasz piosenki, które napisałeś
wiele lat temu, mają one dla Ciebie szczególne znaczenie?
JS: Na OFFie
akurat zagrałem trzy zupełnie premierowe utwory. Nie jestem wykonawcą, którego
piosenki znają wszyscy. Cały czas zdobywam nowych słuchaczy i chcę, żeby mogli
mnie poznać z jak najlepszej strony. Stąd takie piosenki jak „I Ain’t Gonna Give
Up Yet”, która rzeczywiście nie jest najnowsza. O „starych” fanach także staram
się nie zapominać - na mojej płycie znajdzie się kilka niespodzianek dla stałych
słuchaczy. Proszę uzbroić się w cierpliwość.
AK: Jaki był najmilszy wyraz sympatii od fana, jaki kiedykolwiek otrzymałeś?
JS: Obrazek
naszkicowany w trakcie koncertu, przedstawiający mnie przy mikrofonie. Poza tym,
zdarza się, że bardzo fajne dziewczyny okazują radość w sposób spontaniczny.
Zawsze jest to przesympatyczne.
AK: Czemu
tak bardzo lubisz koncertować?
JS: Lubię
koncertować, choć nie lubię otoczki koncertu. Tzn. podróży, prób, czekania. Samo
granie jest cudowne. Wykonywanie muzyki na żywo ma w sobie coś magicznego i
trudno to opisać.
AK: Coś się
zmieniło przez lata grania? Czujesz, że sam zmieniłeś swoje poglądy na muzykę,
granie?
JS: Może to
dziwne, ale nie mam poglądów na muzykę i nie czuję żadnej misji. Po prostu gram
swoje utwory i chcę by jak najwięcej ludzi mogło je poznać.
AK: Co robisz żeby nie zwątpić w to co robisz? Ciężko wypłynąć na polskiej
scenie będąc songwriterem.
JS: Piję sok
marchewkowo-selerowy (jednodniowy!).

AK: Śpiewasz
o Wrocławiu, jak to miasto na Ciebie wpływa, jako artystę?
JS: Na pewno
wpływa, ale nie to ma bezpośredniego przełożenia na to, co robię. Piosenka
„Wrocław” to chronologiczny zapis jednego z wyjść na miasto. Oczywiście mógłbym
tworzyć w innym miejscu. Zresztą, mój najbardziej jak dotąd kreatywny okres
przydarzył mi się nad morzem (uśmiech).
AK: Masz
swój muzyczny ideał?
JS: Trudno
powiedzieć. O geniusz na pewno ocierali się późni Beatlesi, Brian Wilson z
okresu Pet Sounds czy Johnny Marr i Morrissey z The Smiths. Jako wykonawca
zawsze rozbraja mnie Frank Sinatra.
AK: W czym
się teraz realizujesz? Gdzie będzie Cię można zobaczyć tej jesieni?
JS: Aktualnie
nic nie nagrywam. Mam już gotową płytę i szukam dla niej wydawcy. Chciałbym
nagrać parę demówek. Chwilowo nie mam managera, więc wszystko się spowolniło,
ale dajemy sobie radę. Koncerty? Będzie się działo: 8 października zapraszam do
Jadłodajni Filozoficznej w Warszawie, zaś 15 października do wrocławskiego
Firleja. Zagramy zarówno piosenki w pełnym składzie, jak i kilka kameralnych
aranży.
AK: Janku
Samołyku, chcielibyśmy, żeby usłyszało Cię wiele osób. Mam dla Ciebie zadanie:
zareklamuj się w tym miejscu. Czemu warto sięgnąć po Twoje nagrania?
JS: Bo takich
kawałków, jak „Don’t Think Too Much” czy „Anybody Home”, aktualnie nie nagrywa
nikt inny w Polsce.
AK: A teraz deser. Słuchaj, chodzą jakieś niezwykłe plotki o Twoich fankach,
podobno na koncertach wzruszasz dziewczyny do łez! Zdradź nam, o co chodzi.
JS: Nie miałem
o tym pojęcia! Nie jestem wirtuozem, więc na koncercie patrzę głównie na
instrument. Miałaś okazję być na moim koncercie, może sama odpowiesz na to
pytanie? (śmiech)
|